Krakowski Szkolny Ośrodek Sportowy ma nowego dyrektora

Krzysztof Augustyn fot. mat. partnerski

Od 1 września krakowska placówka wychowania pozaszkolnego z siedzibą przy Al. Powstania Warszawskiego będzie kierowana przez nowego dyrektora. Po wieloletnim administrowaniu KSOS-em przez ustępującego dyrektora Zdzisława Tracza, Prezydent Miasta Krakowa Profesor Jacek Majchrowski postanowił powierzyć to stanowisko Krzysztofowi Augustynowi. W rozmowie przybliżamy sylwetkę nowego managera, który będzie zarządzał sportowymi obiektami naszego miasta przez najbliższe 5 lat.

Czy czuje Pan już dreszczyk emocji w związku z objęciem funkcji kierowniczej w tak dużym ośrodku?

Krzysztof Augustyn: Oczywiście, emocje są, ale mają one wydźwięk wyłącznie pozytywny. Można powiedzieć, iż ewoluują one z każdym dniem. Od momentu przystąpienia do czerwcowego konkursu dyrektorskiego, w którym zmierzyłem się z czterema świetnymi kandydatami, kolejno poprzez otrzymanie z rąk Pana Prezydenta Majchrowskiego powierzenia na stanowisko dyrektora, a dziś już w oczekiwaniu na dzień 1 września w nowej pracy, czuję się zdeterminowany i zmotywowany do działania. Cały ten proces rekrutacyjny był niesamowitym doświadczeniem, zakończony przysłowiowym happy-endem. Jestem osobą lubiącą nowe zadania i wyzwania. Mam przeczucie, a wręcz jestem przekonany, że to będzie dla mnie kolejne etap w życiu, który przyczyni się do osobistego rozwoju w wielu obszarach.

Mówi Pan, że to kolejny etap w pracy zawodowej. Czy może Pan uchylić rąbka tajemnicy czym i gdzie zajmował się Pan dotychczas?

Pracę zawodową jako nauczyciel-instruktor rozpocząłem już w trakcie studiów. W sumie muszę przyznać, iż pracę w oświacie zawdzięczam w zasadzie poprzedniemu dyrektorowi MOS Kraków Wschód, który zatrudnił mnie w placówce nowohuckiej w 2010. Prowadziłem zajęcia z lekkoatletyki oraz organizowałem różnorakie imprezy sportowe. W 2014, kiedy to w placówce nastąpiła zmiana dyrekcji – pojawił się manager i nowy dyrektor zaproponował mi stanowisko wicedyrektora placówki ds. pedagogicznych. W sumie byłem wtedy w delikatnym szoku słysząc taką propozycję, ponieważ miałem zaledwie 27 lat i byłem najmłodszym z wszystkich nauczycieli w MOS-ie. Było to duże też wyzwanie, które ostatecznie przyjąłem i był to strzał w przysłowiową „10”. Nauczyłem się bardzo wiele odnośnie zarządzania od aktualnego dyrektora MOS-u, a w dodatku z racji pełnienia funkcji ds. pedagogicznych byłem już na bieżąco ze specyfiką prawa oświatowego.

Powiem szczerze, że był Pan jednym z młodszych wicedyrektorów placówki oświatowej w Krakowie. W takim razie, jeśli dobrze liczę, to dalej czuje się Pan młodo?

Sugeruje Pan, że jestem już taki stary? Powiem zupełnie poważnie, że czuję się świetnie. Jeszcze kryzys wieku średniego mi chyba nie grozi.  A co do statystyk wieku w oświacie, to takowych nie prowadzę. Z drugiej jednak strony okazało się, że byłem całkiem lubianym przez swoich pracowników. W dodatku, wykonaliśmy wspólnie z aktualnym dyrektorem i pracownikami MOS-u kawał świetnej roboty. Zapraszam na Nową Hutę – perła, jeśli chodzi o usytuowanie ośrodka, a w dodatku jego metamorfoza w ostatnich 5 latach to sukces managerski.

Nie zakręci się Panu łezka w oku wraz z odejściem do nowej jednostki z takiego urokliwego miejsca, ze swojego pierwszego miejsca pracy?

Oczywiście, Pana sugestia ma pokrycie w rzeczywistości. Jest to dla mnie wyjątkowy i przełomowy moment, gdyż MOS Wschód był dla mnie taki swoistym sprawdzeniem się w boju, rozwinięciem swoich skrzydłem, uzewnętrznieniem swoich kompetencji i umiejętności korzystania z posiadanych kwalifikacji. Poznałem tam wielu znakomitych nauczycieli i fachowców, z dyrektorami na czele. Mam tam wielu kolegów. Natomiast 10 lat to idealny moment na zmiany. Należy sobie stawiać nowe wymagania i iść na wyższy „level”. Jak jednak zaznaczyłem w swojej koncepcji funkcjonowania ośrodka, będę chciał zacieśnić współpracę KSOS-u z pozostałymi dwoma MOS-ami. Ze Wschodem mam ułatwione zadanie, a i z Zachodem wierzę w nawiązanie dobrych relacji

Skoro została wspomniana koncepcja, to jaki jest Pana pomysł na funkcjonowanie podległej placówki?

W zasadzie trzeba sobie powiedzieć szczerze, że placówka funkcjonowała właściwie i była dobrze zarządzana przez mojego poprzednika - Pana Tracza. Budował on dobrą markę tej „firmy” przez długie, długie lata, i należą mu się za to podziękowania. Zawsze jednak są kwestie i obszary, które można udoskonalić, podnieść na lepszy poziom. Z pewnością takim elementem będzie obszar związany ze zdrowiem, który wymaga delikatnego przemodelowania. Chciałbym m.in. spróbować pozyskać dodatkowe środki finansowe na zajęcia z gimnastyki korekcyjnej, których oferta jest znacząca dla tego ośrodka. Myślę również, że Dział Rekreacji i Sportu też może i powinien być ambitniejszy, z bogatszą i nowocześniejszą ofertą dla dzieci i młodzieży krakowskiej. Kwesta rozbudowy i modernizacji obiektów sportowych, optymalizacja kadry pedagogicznej i administracyjnej oraz pozyskiwanie dodatkowych dochodów własnych placówki to tematy, które będą mi towarzyszyć na co dzień. Chciałbym jednak zaznaczyć, iż do placówki wchodzę dopiero 1 września, także będę potrzebował przysłowiowych „100 dni” na rzeczywiste poznanie jej specyfiki od środka. Niewątpliwie wszystko co działa dobrze, będzie działało dalej. Nie planuję od razu wielkich „kuchennych rewolucji”. Co do kontaktów międzyludzkich, to raczej jestem z tych, którzy wolą łączyć, niż dzielić.

Dbałość o dobre relacje interpersonalne czy sam proces zarządzania tak dużym personelem, gdzie ma Pan do czynienia z ok. 200 osobami. Co Panu pomoże w sprawnym administrowaniu?

Bardzo ciekawe i dobre pytanie. W zasadzie zdobyte doświadczenie w MOS-ie Wschód na 40 osobach, to tylko wystarczy pomnożyć razy 5 i wszystko powinno działać… A tak na poważnie, to ukończyłem studia podyplomowe z zarządzania obiektami sportowymi i kapitałem ludzkim w 2011 z certyfikatem MSiT, a w 2014 roku polsko-amerykańską szkołę biznesu opartą na programie Master of Business Administration, co pozwala mi wierzyć we własne siły. W międzyczasie zebrałem doświadczenie będąc przez 3 lata senatorem krakowskiej AWF czy Przewodniczącym Komisji Rewizyjnej Krajowej Reprezentacji Doktorantów. Powiem szczerze, iż miałem dosyć dobry wizerunek na zewnątrz, skoro powierzano mi takie a nie inne funkcje społeczne. Szczególnie wartościowym było wybranie mnie przez wszystkich doktorantów z Polski na ich reprezentanta. A dodatkowo moi rodzice też umieli zarządzać moim czasem, ponieważ nie posłali mnie do 3 klasy podstawówki, tylko zrobiłem 2 w jednym roku… To może stąd ten młody wiek… (śmiech).

Zaintrygował mnie ten wybór przez wszystkich doktorantów na Przewodniczącego. Rozumiem, że był Pan doktorantem?

Zgadza się. Rozpocząłem studia III stopnia (doktoranckie) na AWF-ie w Krakowie. Stąd też cała społeczność doktorancka uczelni powierzyła mi funkcję Przewodniczącego Samorządu oraz reprezentowanie ich w senacie uczelni przez 3 lata. Później dałem się widocznie poznać z dobrej strony dla ogółu społeczności doktorantów w Polsce, stąd wybór do władz ogólnopolskich, gdzie już byliśmy pośrednikami pomiędzy doktorantami a MNiSW. Fajna sprawa, doświadczenie i przygoda zarazem. Ale musiała się ona skończyć, kiedy ukończyłem studia i obroniłem dysertację doktorską uzyskując stopień naukowy doktora nauk o kulturze fizycznej. Specjalizuję się w teorii sportu, co z resztą jest integralną częścią mojego życia, gdyż jestem również zawodowo trenerem.

Jest Pan trenerem jakiej dyscypliny i zawodników?

Jestem trenerem lekkoatletyki i współpracuję z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki. Moja współpraca ze związkiem rozpoczęła się na dobre w 2012 roku, na początku jako trener asystent, kolejno trener główny kadry młodzieżowej, a kończąc na stanowisku trenera głównego seniorów i koordynatora chodu sportowego. Miałem przyjemność być członkiem reprezentacji olimpijskiej jako trener w Rio de Janeiro w 2016. Generalnie dosyć ciekawe doświadczenie. Poza tym mój zawodnik zdobył brązowy medal drużynowych mistrzostw świata w chodzie na 50 km, a inny z tegorocznego czempionatu starego kontynentu do lat 20 przywiózł brązowy krążek. Także jakieś tam drobne sukcesy w sporcie wyczynowym, olimpijskim od strony szkoleniowej są. Stąd sport jako tako jest mi bliski, a sama organizacja wielkich imprez sportowych również nie jest mi obca. Tydzień temu uzyskałem najwyższy, możliwy poziom trenerski w Polce, czyli tytuł trenera klasy mistrzowskiej. Chyba jestem jednym z młodszych.

Panie Krzysztofie, wypada mi pozazdrościć tych znakomitych podróży, których z pewnością odbył Pan wiele. Teraz z pewnością będzie to ograniczone ze względu na funkcję dyrektora. A brazylijskie Igrzyska Olimpijskie z pewnością zapadły w pamięci?

Panie Redaktorze. To moja świadoma decyzja, że podróży będzie teraz znacznie mniej, ze względu na ograniczenia czasowe, ale z pewnością znajdzie się możliwość pozostania w dziedzinie, która jest częścią mojego życia. Sam zdobywałem medale jako zawodnik i pochodzę z usportowionej rodziny. Nawet posiadam tytuł Mistrza Polski Juniorów z 2004 oraz reprezentowałem Polskę na Mistrzostwach Europy w 2005. A co do Brazylii to każdemu życzę udziału w największej imprezie sportowej na świecie, przeżycia tych emocji na własnej skórze, będąc w centrum wszystkiego jako członek ekipy olimpijskiej. Copacabana i samo miasto Rio de Janeiro to niemal cud natury. Ale polecam Panu Redaktorowi też Kolumbię.

Dziękuję za rekomendację, może kiedyś skorzystam. Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w nowym miejscu pracy!

Dziękuję również i zapraszam do KSOS-u od 1 września.

comments powered by Disqus

Najnowsze wiadomości

Wczytaj więcej

Piłka nożna

Sporty halowe

Infrastruktura

Fitness i zdrowie

Bieganie

Inne