Cracovia pokazała charakter i zrównała się punktami z Legią!

fot. KP

Po bardzo dobrym meczu Cracovia pokonała 2:1 Lecha Poznań i zrównała się punktami z prowadzącą w tabeli Legią. Gospodarze musieli odrabiać straty, gdyż do przerwy przegrywali po bramce Kamila Jóźwiaka.

Kolejorz przegrał trzeci z rzędu mecz na stadionie Cracovii i czwarty licząc jedno spotkanie w Poznaniu. Pasy ostatni raz dały się pokonać przed własną publicznością 22 września.

Wyniki wcześniejszych spotkań tak się ułożyły, że Cracovia i Lech mogły sporo zyskać zdobywając komplet punktów. Gospodarze wygrywając zrównaliby się punktami z prowadzącą w tabeli Legią, z kolei Lech zbliżyłby się do ścisłej czołówki. Michał Probierz dokonał trzech zmian w składzie. Do gry wrócił zawieszony wcześniej za czerwoną kartkę środkowy obrońca David Jablonsky, w pierwszym składzie zadebiutował Ivan Fiolić, a w środku pola obok Janusza Gola biegał Sylwester Lusiusz. Dariusz Żuraw po ograniu 3:0 Rakowa Częstochowa włożył tylko jedno nowe ogniwo. Na ławce usiadł Filip Marchiwiński, a debiut w Kolejorzu zaliczył Dani Ramirez, który jesienią występował w Łódzkim Klubie Sportowym.

Napór Cracovii i gol gości

Gospodarze rozpoczęli z dużym animuszem. Słali w pole karne gości wiele dośrodkowań i kilka razy byli naprawdę blisko objęcia prowadzenia. W 23. minucie zdarzyło się jednak coś, z czym piłkarze i kibice Cracovii nie spotkali się od dawna. Po podaniu Jakuba Kamińskiego gola dla Lecha zdobył Kamil Jóźwiak. Była to pierwsza stracona bramka Pasów u siebie od 6 października, gdy na stadionie przy ulicy Kałuży zremisowała z Górnikiem Zabrze.

Strzelona bramka dała Lechowi więcej pewności. Na 2:0 mógł podwyższyć Christian Gytkjaer, który świetnie wyszedł do podania. W ostatniej chwili jeden ze środkowych obrońców Pasów lekko wytrącił go z równowagi i Duńczykowi nieco odskoczyła piłka, do której pierwszy dobiegł Michal Pesković.

Po przerwie znów lepsi

Pasy wiele razy rozstrzygały wyniki po przerwie i na podobny scenariusz prawie komplet kibiców (12 247 osób) liczył w drugich 45 minutach. Nadzieje na zwycięstwo szybko wróciły, bo 65 sekund po gwizdku sędziego strzałem z kąta wyrównał Kamil Pestka. Lewy obrońca świetnie kopnął lewą nogą i ma już w CV dwie bramki w ekstraklasie.

Po godzinie gry Lech znów mógł wyjść na prowadzenie. Portugalczyk Pedro Tiba zwiódł Jablonsky'ego i stanął sam na sam z bramkarzem. Doświadczony Pesković skrócił jednak kąt i wyszedł górą z tego pojedynku. Po chwili walkę z obrońcą przegrał Rafael Lopes, ale okazało się, że Thomas Rogne przekroczył przepisy i faulował Portugalczyka. Sędzia podyktował rzut karny dopiero po obejrzeniu powtórki, gdy Lech był pod polem karnym gospodarzy. Do piłki podszedł Sergiu Hanca i ze stoickim spokojem pokonał Mickey'ego van der Harta.

Wynik do końca nie był przesądzony. W słupek trafiali Gytkjaer i Lopes. Arbiter doliczył aż sześć minut, w których gospodarze wybronili minimalne prowadzenie.

Przed rozpoczęciem spotkania minutą ciszy uczczono byłego bramkarza Pasów – Adama Koczwarę, który zmarł w sobotę w wieku 62 lat. Z Koczwarą w składzie Cracovia przeszła drogę od IV do I ligi (dzisiejszej ekstraklasy), w której wystąpił 45 razy.

Cracovia-Lech Poznań 2:1 (0:1)

Bramki: Pestka (47.), Hanca (68., karny) - Jóźwiak (23.).

Cracovia: Pesković – Rapa, Helik, Jablonsky, Pestka – Lusiusz, Gol – Fiolić (76. Dimun), van Amersfoort (86. Siplak), Hanca (84. Wdowiak)– Lopes.

Lech: Van der Hart – Kamiński, Satka, Rogne, Kostewycz – Jóźwiak, Muhar (82. Szymczak), Tiba, Puchacz (71. Moder) – Ramirez – Gytkjaer.

Żółte kartki: Pesković.

Sędziował Bartosz Frankowski (Toruń).


comments powered by Disqus

Najnowsze wiadomości

Wczytaj więcej

Piłka nożna

Sporty halowe

Infrastruktura

Fitness i zdrowie

Bieganie

Inne