Ekstraliga Rugby: bez niespodzianki, Smoki pokonane w Łodzi

fot. Materiały prasowe

Juvenia Kraków grała w sobotę na wyjeździe z Master Pharm Rugby Łódź. Po ostatnim gwizdku to łodzianie unieśli w górę ręce w geście zwycięstwa, po pewnej wygranej 39:10 (22:10).

Spotkanie w Łodzi zaczęło się doskonale dla krakowian. Kilka dobrych akcji ofensywnych wyraźnie zaskoczyło gospodarzy i zmusiło do błędów. Po 30 minutach dość niespodziewanie goście prowadzili 10:5.

Od tego momentu wyraźną przewagę zaczęła jednak wypracowywać drużyna Master Pharm Rugby Łódź. Gospodarze zdobyli trzy kolejne przyłożenia, jeszcze przed przerwą zapewniając sobie punkt bonusowy i wychodząc na prowadzenie 22:10.

W drugiej odsłonie znów wydawało się, że Smoki odzyskają wigor i ruszą do ataku, ale podopieczni Przemysława Szyburskiego szybko ostudzili ich zapał.

Obaj trenerzy zaczęli wprowadzać na boisko zmienników. Optycznie więcej zyskali na tym krakowianie, bo ostatnie 20 minut to oni mieli nieco więcej inicjatywy w grze ofensywnej. Zmęczenie i solidna defensywa gospodarzy nie pozwoliły jednak podopiecznym Konrada Jarosza powiększyć dorobku punktowego. Udało się to natomiast Michałowi Kępie. Kopacz Master Pharm ustalił wynik spotkania z podstawki na 39:10.

Zdecydowała fizyczna przewaga

- Wyraźnie widać było różnicę warunków fizycznych naszych zespołów. Dopóki moi zawodnicy mieli siłę, dobrze bronili, ale nikt nie wytrzyma takich obciążeń przez 80 minut. Brakuje nam graczy w młynie, którzy będą potrafili złamać linię obrony i  jednocześnie wziąć na siebie ciężar zatrzymywania rywali o podobnych gabarytach. Popełniliśmy oczywiście kilka szkolnych, niewymuszonych błędów, ale w tym przypadku zadecydowała po prostu przewaga fizyczna Master Pharm – podsumował trener Konrad Jarosz.

Po czterech kolejkach Ekstraligi  Juvenia ma w dorobku jedno zwycięstwo, dwie porażki oraz remis. W kolejnym starciu czeka ich nie lada wyzwanie, bo pojedynek z Ogniwem Sopot na własnym terenie 20 września o 15:00. Mistrzowie Polski jak na razie mają na koncie komplet zwycięstw.

comments powered by Disqus