Deja vu Cracovii. Trener nie zarzuca braku zaangażowania

Drużyna Jacka Zielińskiego wygrała na wiosnę w ekstraklasie tylko raz i od pięciu kolejnych meczów nie potrafi podnieść z boiska trzech punktów. Po meczu z Widzewem znów towarzyszył trenerowi niedosyt.

Od inauguracyjnego, efektownego zwycięstwa z Radomiakiem 6:0 minął już ponad miesiąc. W tym czasie Pasy zremisowały cztery mecze i raz przegrały. W sobotnim meczu z Widzewem Łódź (2:2) uratowały remis rzutem na taśmę, bo od 85. minuty przegrywały 1:2.

Zieliński: Dokładamy po punkcie, ale to nie o to chodzi

– Przeżywamy małe deja vu, bo co tydzień jest podobnie – niedosyt, frustracja. Niby dokładamy po punkcie, ale nie o to chodzi – przyznawał po meczu Jacek Zieliński. Docenił remis ze względu na okoliczności.

Nie zarzucał piłkarzom braku zaangażowania. – Nie mogę powiedzieć, że nie chcieli. Grali ambitnie, po prostu się nie udało wygrać. Szkoda, że długich momentów naszej naprawdę niezłej gry nie udokumentowaliśmy bramkami – przyznawał.

Rakoczy wszedł z ławki i uciszył kibiców

Tym razem opiekun Cracovii zostawił na ławce Michała Rakoczego i Pawła Jaroszyńskiego, ale nie był to błąd, bo obaj rozrzuszali grę drużyny, wchodząc na boisko w drugiej połowie. – Zaczęli na ławce, aby dodać nam skrzydeł. Mamy wyrównaną kadrę i taki był plan. Nasza gra bez nich też wyglądała nieźle. Zestawienie meczowej „jedenastki” jest odwiecznym dylematem trenera – przyznał doświadczony szkoleniowiec.

Kiedy młodzieżowiec Cracovii zdobył w 90. minucie gola na wagę punktu, skierował palec do ust w kierunku kibiców z trybuny D, którzy poirytowani grą swojej drużyny, dawali to piłkarzom do zrozumienia w niewybrednych słowach.

– Chciałem zdjąć trochę presji z Rakoczego, wszedł, zaprezentował się bardzo fajnie, strzelił bramkę. O to chodziło, aby się przełamał – dodawał Zieliński. To czwarte trafienie młodzieżowego reprezentanta Polski w tym sezonie ekstraklasy.

Michał Rakoczy świętuje bramkę na 2:2.
Michał Rakoczy świętuje bramkę na 2:2.

Daniel Myśliwiec: Nie zasłużyliśmy na zwycięstwo, a było na wyciągnięcie ręki

W tabeli PKO Ekstraklasy Widzew zachował cztery punkty przewagi nad Cracovią, ale trener gości Daniel Myśliwiec nie był zadowolony ani z gry swojego zespołu, ani z wyniku.

– Nie możemy tak grać, a jeszcze bardziej nie możemy tak tracić punków. Z przebiegu meczu i jakości naszej gry nie zasłużyliśmy na zwycięstwo, a te trzy punkty były na wyciągnięcie ręki. To kolejna rzecz, którą musimy nabyć – jeśli dostajesz od losu coś ekstra, to trzeba to trzymać i nie wypuścić z rąk – mówił po meczu.

38-latek przyznał, że jego drużyna nie mogła rozwinąć skrzydeł w taki sposób, jak robiła to w poprzednich meczach. – W Krakowie trudno było rozgrywać piłkę zgodnie z naszym stylem, tworzyć sobie przestrzeń – przyznawał. Dodał, że jego piłkarze podejmowali w ferworze emocji pochopne decyzje, często brakowało im spokoju i uciekali się do najprostszych rozwiązań.

– Nie stworzyłem zbyt dużej furtki do gry bezpośredniej, która nam średnio wychodziła – podsumował.