Zakupy na kredyt do muzeum i spełnione marzenie o nowej sekcji. Tak zapamiętali Wiślackiego Smoka

fot. Wisła Kraków
– Jego miłość do Wisły była nieoceniona, wręcz wprowadzająca w zakłopotanie – zmarłego Stanisława Sękiewicza, przez prawie 17 lat ubierającego strój Wiślackiego Smoka wspominają byli pracownicy Wisły Kraków oraz zawodnik i trener.

Stanisław Sękiewicz jesienią skończyłby 52 lat. Z Wisłą związany był od dziecka, bo – jak wspominał w wywiadach – w Brzeźnicy (powiat wadowicki) i okolicach trudno było się wyłamać. Od 1988 roku nie opuścił żadnego domowego meczu – także w czasie pandemii koronawirusa, gdy w jej apogeum liczba osób uczestnicząca w organizacji była ograniczona do minimum. Sękiewicz nie zakładał wtedy mocno wysłużonego stroju Wiślackiego Smoka, ale pojawiał się na trybunach.

– Wręcz błagał nas, aby móc oglądać mecz – mówi Michał Hardek, były manager ds. promocji w Wiśle.

Nabożny stosunek do Białej Gwiazdy

Staszka, tak mówili do niego znajomi i przyjaciele, poznał jako kibic, jak wszyscy przychodzący na stadion przy ulicy Reymonta. – Później miałem przyjemność lepiej poznać go w czasie mojej pracy w Wiśle – czy to przy akcjach promocyjnych, konkursach na murawie lub przy wyborze jedenastki na 115-lecie klubu. Dla nas w marketingu było niezwykle ważne, by oddać głos także naszemu Smokowi i cieszę się, że udało się to zrealizować – podkreśla Hardek.

Hardek poznał wielu kibiców Białej Gwiazdy, ale uważa, że tak specyficznej i pozytywnie zakręconej osoby na punkcie klubu jak Sękiewicz nie było i długo nie będzie. – Był przy tym był normalnym, skromnym i życzliwym człowiekiem. Z drugiej strony jednak patrząc na zbiórkę, liczbę wpisów po jego śmierci, te wszystkie reakcje ludzi, jestem pewien, że był jednak niezwykły, bo tylko tacy ludzie potrafią pozostać w pamięci tylu osób – mówi.

Maciej Stolarczyk stykał się z Wiślackim Smokiem jako zawodnik Wisły, a potem jej trener. Zauważa, że nie wszyscy mieli z nim bliski kontakt, ale czuli jego wsparcie i traktowali jak członka zespołu. – On po prostu zawsze był z nami – czy zima, czy upał – mówi obecny selekcjoner reprezentacji do lat 21.

– Jego miłość do Wisły była nieoceniona, wręcz wprowadzająca w zakłopotanie. Miał wręcz nabożny stosunek do Wisły, nikomu nie potrafił odmówić, a każda próba podziękowania z naszej strony, tym razem u niego, powodowała skrępowanie – wspomina Maks Michalczak, który w klubie z ulicy Reymonta był m.in. rzecznikiem prasowym.

Przywołuje okrągłe urodziny Sękiewicza, kiedy otrzymał od piłkarzy i pracowników Wisły najnowocześniejszą maszynkę do strzyżenia (z zawodu był fryzjerem i prowadził zakład w Brzeźnicy) i jego uhonorowanie, gdy znalazł się w gronie osób, które do rąk własnych otrzymały symboliczną, bo już z białą gwiazdą, a nie z herbem spółki akcyjnej, koszulkę.

– Dla nas było jasne, że Staszkowi powinien wręczyć ją osobiście prezes klubu i jego salonie fryzjerskim – mówi Michalczak.

Myślał o innych

Były rzecznik nie kryje, że śmierć Wiślackiego Smoka jest niesamowicie przykrym momentem dla społeczności Wisły Kraków i Brzeźnicy. Gdyby w przypadku niego „dobro wracało” dosłownie, to powinien żyć zdecydowanie ponad 100 lat. Żadna „nagła” śmierć nie jest sprawiedliwa, ale ta dotyka w sposób szczególny.

– Obraz, który zostanie mi do końca życia w pamięci, to nie Wiślacki Smok, ale Pan Stasiu, który przed każdym meczem zbiera autografy. Nie dla siebie, ale na rzecz potrzebujących, na aukcje charytatywne – wspomina Michalczak.

W 2013 roku Sękiewicz udzielił wywiadu krakowskiej Gazecie Wyborczej. Wówczas świętował 25-lecie obecności na każdym meczu Wisły w Krakowie, od ośmiu wcielał się w rolę klubowej maskotki. Tytuł tej rozmowy – „Od Wisły w życiu nie wezmę złotówki” – określał jego stosunek do klubu. A dawał znacznie więcej niż tylko obecność w czasie spotkań.

– Zawsze z myślą o Wiśle, rzadko o sobie. Wielka szkoda, że nie udało mu się doczekać wymarzonego muzeum, do którego z każdego wyjazdu pucharowego robił zakupy, często na kredyt – mówi Michalczak.

Spełnione i niespełnione marzenia

Sękiewicz nie doczekał też otwarcia nowego Wiślackiego Świata, czyli sklepu z pamiątkami. Klub otworzy go w piątek, 22 kwietnia, dzień po pogrzebie Smoka. Inne z jego marzeń udało się spełnić kilka miesięcy temu.

– Staszek zwrócił się do mnie z tematem żeńskiej sekcji piłkarskiej. Widać było, że na tym projekcie bardzo mu zależy i widziałem jego radość, gdy jego marzenie się spełniło – wspomina Hardek.

19 czerwca 2021 roku Wisła ogłosiła nawiązanie współpracy z Akademią Kobiecego Futbolu Wisła Brzeźnica, której Sękiewicz był założycielem i prezesem. Smok pomagał nowej sekcji krakowskiej Wisły m.in. jako kierownik drużyny.

Pogrzeb Stanisława Sękiewicza odbędzie się 21 kwietnia o godzinie 16 w kościele w Brzeźnicy.

comments powered by Disqus