News LoveKraków.pl

Kamil Glik, Cracovia: Nie czułem, że wracam do domu [ROZMOWA]

Kamil Glik z córkami w czasie prezentacji na stadionie Cracovii fot. Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl

– Przez sporą część kariery miałem morze praktycznie pod domem. W Krakowie jest rzeka Wisła, ale czasem brakuje morza i słońca – przyznaje w rozmowie z LoveKraków.pl Kamil Glik, obrońca Cracovii, który w pierwszych meczach rundy wiosennej nie gra z powodu kontuzji kolana.

Michał Knura, LoveKraków.pl: Gdy Michał Pazdan został piłkarzem Wieczystej i po latach wrócił w rodzinne strony, mówił, że musi się na nowo uczyć Krakowa, bo tak bardzo się zmienił. Jak to było lub wciąż jest z Kamilem Glikiem i Polską po 13 latach występów we Włoszech i Francji?

Kamil Glik, obrońca Cracovii: Gdy porówna się nasz kraj dziś i w 2010 roku, gdy wyjeżdżałem z Piasta Gliwice do Palermo, to pierwszy na myśl przychodzi zdecydowany rozwój pod względem infrastruktury. Stadionów z tego okresu i obecnie nawet nie ma co porównywać, to niebo a ziemia. Z całym szacunkiem, ale obiekty Odry Wodzisław, GKS-u Bełchatów czy stara Okrzei [stadion Piasta – przyp. red.] nie przystawały do tego, co obecnie ma Cracovia i inne kluby. Pierwsze tygodnie po powrocie do Polski były dla mnie o tyle dziwne, że czułem się, jakbym nie wracał do domu, ale wyjechał do innego kraju. Nagle wszędzie posługiwałem się językiem polskim, był to dla mnie przeskok. Dobrze się zaaklimatyzowałem i dziś wszystko jest w porządku.

W Krakowie mieszka wielu pana dobrych znajomych z reprezentacji: Michał Pazdan, Sławomir Peszko, Jacek Góralski.

Widzieliśmy się kilka razy, na kawie czy obiedzie. Nie było wielu okazji do spotkań, bo mamy dużo swoich obowiązków – treningi, mecze w weekend, dzieci – a gdy jest chwila wolnego, to każdy chce odpocząć w swoim domu.

Brakuje panu włoskiego słońca?

Trochę tak... Przez sporą część kariery, także w Monako, miałem morze praktycznie pod domem. W Krakowie jest rzeka Wisła, ale czasem brakuje morza i słońca. Zwłaszcza w jesienno-zimowe, szare dni, bo wiosna i lata w Polsce są całkiem przyjemne.

Tęskni pan za włoską kuchnią, czy w Krakowie można znaleźć coś dobrego?

Mamy jakieś miejsce, ale moja żona świetnie gotuje po włosku. Po powrocie najlepiej odnajduje się w tej kuchni i potrafi coś fajnego przygotować. Włoska kuchnia jest moją ulubioną. Polska oczywiście jest bardzo dobra, czasem przyjemnie zjeść kluski śląskie z roladą, ale dla sportowca lżejsze są makarony ryby czy sałaty.

Kamil Glik może w Krakowie spokojnie pójść z rodziną na spacer?

Jestem normalnym człowiekiem, ale nie ma co ukrywać, że osoby interesujące się piłką mnie rozpoznają. Nigdy nie miałem i nie mam z tym problemu, to przyjemność. Zawsze się zatrzymam, by rozdać autografy, zrobić zdjęcie. Nie mierzę się z ogromną popularnością, ale jak się przejdzie w centrum miasta, to na pewno zawsze kilka osób zwraca na mnie uwagę. Teraz nieco mniej, bo chodzimy w czapkach i kurtkach i można się trochę ukryć.

Fot. Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl
Fot. Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl

Co pan może powiedzieć o ekstraklasie po jednej niepełnej rundzie?

Poziomem ligi ani się nie rozczarowałem, ani jakoś bardzo pozytywnie nie zaskoczyłem. Nie zastałem nic, czego bym się nie spodziewał, bo mecze oglądałem od pierwszego dnia po wyjeździe z Polski. Oczywiście, śledzenie w telewizji to nie to samo, co przebywanie na boisku, ale mogę powiedzieć, że od 2010 roku poziom rozgrywek zdecydowanie się podniósł.

Traci pan początek rundy wiosennej z powodu kontuzji kolana, odniesionej w czasie sparingu na obozie w Turcji. Bardzo pan żałuje? – Po pierwszych dniach treningów byłem pod wrażeniem dyspozycji Kamila. Wyglądało to optymistycznie i w takiej formie na wiosnę byłby wiodącym zawodnikiem – mówił przed meczem z Radomiakiem Radom trener Jacek Zieliński.

Przez ponad dwa tygodnie treningów w Krakowie i w Turcji fajnie się czułem. Niestety, bardzo często w takich momentach coś się przyplątuje i mnie też w przypadkowej sytuacji boiskowej nie ominął pech. Dostałem piłką w kolano na rozluźniona nogę i go podkręciłem. Kilka dni coś jeszcze gorszego przytrafiło się Kacprowi Śmiglewskiemu, bo on miał naruszone jeszcze więzadło krzyżowe, a ja „tylko” poboczne. Życia po raz kolejny pokazało, że na takie sytuacje nie ma się wpływu, doświadczasz ich mając 20 lat i ponad 30.

Trzeba to przeboleć i robić wszystko, by jak najszybciej wrócić na boisko. Cracovia ma wszystko we własnych rękach i może z tego sezonu mieć jeszcze pociechę, choć jesienią niefrasobliwie, pechowo straciliśmy trochę punktów.


News will be here