Kieszek nie zawiódł w debiucie, ale koledzy byli słabsi. Pierwsza od bardzo dawna porażka Wisły ze Stalą

Paweł Kieszek w debiucie puścił dwa gole fot. Wisła Kraków
Stal Mielec leżała Wiśle w meczach ligowych i sparingach, ale każda dobra passa kiedyś się kończy. Stal zapracowała na wygraną, wykorzystała problemy Białej Gwiazdy i wygrała pierwsze spotkanie w sezonie, a także po raz pierwszy z krakowianami w XXI wieku.

Sezon rozpoczął się raptem trzy tygodnie temu, a w bramce Wisły stawało już trzech bramkarzy. Rozgrywki zaczynał wytransferowany niedługo później Mateusz Lis, potem dwa mecze rozegrał absolutny debiutant Mikołaj Biegański. W piątek na boiska ekstraklasy po prawie 16 latach wrócił 37-letni dziś Paweł Kieszek, który przyjechał do Krakowa z doświadczeniem i by wzmocnić rywalizację. Gdy odchodził z ekstraklasy sponsorem tytularnym było Orange, stadiony nie były tak nowoczesne jak dziś, a o mistrzostwo Polski walczyły takie kluby jak Amica Wronki, Odra Wodzisław czy Groclin Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski. Stal Mielec była wówczas daleko od ekstraklasy – rywalizowała w podkarpackiej IV lidze.

Na pożegnanie z ekstraklasą Kieszek puścił cztery gole z Wisłą Płock. W powrocie nie zachował czystego konta, choć przy straconych bramkach nie zawinił i nie mógł wiele zrobić. Krakowianie mają problem z bronieniem, bo w tym sezonie nie zachowali czystego konta, a na Podkarpaciu w trzecim spotkaniu z rzędu rywal zdobył dwie bramki. W piątek była to Stal, która we wcześniejszych meczach miała problemy w ofensywie i jedyne trafienie zdobyła na inaugurację po rzucie karnym. Przeciwko Wiśle podopieczni Adama Majewskiego strzelali ładne gole z gry. Goście nie zawsze byli odpowiednio blisko rywali, co problemem było już tydzień temu z Rakowem, a po stracie drugiego gola nie mieli pomysłu na doprowadzenie do remisu.

Gol do szatni

W 22. minucie Kieszek musiał się wykazać po raz pierwszy, ale nie dał się zaskoczyć Mateuszowi Makowi z rzutu wolnego i sparował piłkę na poprzeczkę. Była to pierwsza szansa gospodarzy po okresie przewagi Wisły. Nasz zespół nie chciał mieć piłki przy nodze, wybierała szybkie ataki i dłuższe zagrania, próbując zaskoczyć rywali z kontry. Jedna sytuacja rozpoczęła się od dokładnego wybicia Kieszka na środek boiska do Michala Skvarki, który następnie świetnie zagrał do pędzącego prawą stroną Yawa Yeboaha. Ghańczyk wszedł w pole karne i zdecydował się na strzał, ale bramkarz spokojnie złapał piłkę. Najlepszy strzelec krakowian mógł lepiej rozwiązać sytuację – jeszcze bardziej zbliżyć się do bramki lub poszukać jednego z dwóch kolegów.

Gospodarze pokazywali się z naprawdę dobrej strony. Tak było między innymi pod koniec pierwszej połowy. Efekt przyszedł w 42. minucie, gdy Wiślacy nie upilnowali rywali 20 metrów od bramki i po podaniu Macieja Urbańczyka wynik otworzył Aleksandyr Kolew, Napastnik podbił sobie piłkę (wyszło ładnie, ale zrobił to nieco przypadkiem, źle przyjmując piłkę), a potem uderzył tak, że Kieszek był bezradny. Siedzący na ławce Jakub Błaszczykowski nie krył złości z faktu, że napastnik miał wystarczająco dużo miejsca, a wcześniej Stal wymieniła kilka podań. Po rozgrzewce  kapitan był już na boisku, ale grając w środku pola niewiele dał drużynie.

Truchtający Serb

Po porażce z Rakowem na cenzurowanym znalazł się środkowy pomocnik Nikola Kuveljić, który nie zrobił nic, by zatrzymać Marcina Cebulę, autora pierwszego gola dla częstochowian. W kolejnym występie nie odkupił win. Przy akcji bramkowej Stali Serb truchtał sobie jak na rozgrzewce. Trener Adrian Gula mówił, że każdy potrzebuje drugiej szansy i Kuveljić ją dostał, ale zdecydowanie nie wykorzystał. Nie dziwi więc zmiana już w przerwie i wejście Błaszczykowskiego. Zeszli także przeciętni Yeboah i Dor Hugi, którzy nie robili przewago na bokach. Po wejściu Felcio Browna Forbesa zawodnicy w czerwonych strojach atakowali dwoma napastnikami. To niewiele dało, obaj byli niewidoczni.

Dobry początek to za mało

Zmienił się skład Wisły, szybko na 1:1 zmienił się wynik. Już pierwsza akcja po przerwie przyniosła gola wyrównującego. Do akcji podłączył się lewy obrońca Matej Hanousek, a jego dośrodkowanie na głowę w złoto zamienił Jan Kliment. Czech zawisł w powietrzu, do tego nie był dobrze pilnowany przez obrońców, i ma na koncie dwa gole.

Zaledwie pięć minut później Krystian Gettinger mógł swobodnie dośrodkować w pole karne i wykorzystał bierność Wiślaków. Piłka przeszła Michala Frydrycha, na co tylko czekał Mak, który nie imponuje wzrostem, ale popisał się odpowiednim wyczuciem i idealnie wyskoczył do piłki. Kieszek ponownie nie dał rady naprawić błędów kolegów.

W końcówce podopieczni Guli rzucili się na gospodarzy, ale nie mieli wiele okazji, by wrócić z Mielca z punktem. Miejscowi potrafili odpowiedzieć i niewiele brakowało, by Kieszek skapitulował po raz trzeci.

 

Stal Mielec – Wisła Kraków 2:1 (1:0)

Bramki: Kolew (42.), Mak (52.) – Kliment (47).


Stal: Strączek – De Amo, Matras, Flis – Sitek, (71. Kłos). Urbańczyk, Tomasiewicz, Gettinger – Mak (75. Jankowski), Budziński (71. Granlud) – Kolew (84. Żyro).

Wisła: Kieszek – Gruszkowski (75. Savić), Frydrych, Sadlok, Hanousek – El Mahdioui, Kuveljić (46. Błaszczykowski) – Yeboah (46. Młyński), Skvarka (90. Plewka), Hugi (46. Forbes) – Kliment.

Żółte kartki: Urbańczyk, Budziński, Kolew – El. Mahdioui, Sadlok.

Sędziował Szymon Marciniak (Płock)