Derby Krakowa z perspektywy bramkarzy. Młody ratował kolegów, doświadczony nie zawinił

Mikołaj Biegański, bohater ostatnich derbów fot. Wisła Kraków
To był pojedynek młodości z doświadczeniem. Wstępującego na ekstraklasowe salony bramkarza Wisły i ogranego golkipera Cracovii. Który z nich wypadł lepiej?

W pierwszej połowie 202. krakowskich derbów zdecydowanie więcej do roboty miał Mikołaj Biegański. 19-latek na samym początku wybronił głową uderzenie Filipa Piszczka z bliskiej odległości. Niedługo później skutecznie interweniował nogami przy próbie Kamila Pestki z lewego skrzydła. Najlepszą interwencję zaliczył przy strzale Piszczka w 33. minucie, parując instynktownie uderzenie napastnika Cracovii. Z kolei Lukas Hrosso, o 15 lat starszy słowacki zawodnik, do przerwy był zmuszony do zaledwie jednej interwencji po strzale głową Jana Klimenta.

Słabsze momenty bohatera

Druga połowa rozpoczęła się od gola dla Wisły – Hrosso nie był w stanie wybronić potężnego uderzenia Yawa Yeboaha. Piłka przeszła po ręce bramkarza Cracovii i wpadła do siatki. Poza golem, który zdecydował o wyniku pierwszych derbów w sezonie 2021/2022, bramkarz gości nie miał specjalnych okazji do potwierdzenia swojego kunsztu, bo Wisła nie oddała już więcej celnych strzałów. Podobnie sytuacja wyglądała pod bramką gospodarzy, jednak pomocną dłoń do Pasów mógł wyciągnąć Biegański. W poczynaniach młodego golkipera, który jest świetny w grze na linii, pojawiło się sporo nerwowości przy wyjściach do górnych piłek. Były gracz Skry Częstochowa zaliczył aż trzy ryzykowne i bezsensowne wyjścia, które na szczęście dla niego nie zakończyły się zdobyciem bramki przez gości. Najbardziej niebezpiecznie wyglądała sytuacja z 67. minuty, kiedy to młodzieżowiec minął się z piłką wrzucaną z prawego skrzydła.

Daleko i blisko

W poczynaniach obu bramkarzy widać było wytyczne przekazane przez trenerów. Hrosso praktycznie każdy kontakt z piłką kończył dalekim wybiciem, zaledwie raz przez 90 minut obsłużył kolegę z drużyny krótkim podaniem, z kolei Biegański starał się rozpoczynać grę oddając piłkę do najbliższego partnera.

Biegański, pomimo niepewności w drugiej połowie, zaliczył lepsze spotkanie. Ratował drużynę do przerwy i był najjaśniejszą postacią meczu. Z kolei Hrosso nie miał specjalnie okazji do wykazania się, trudno też zapisać straconego gola na konto doświadczonego Słowaka. Powody do zadowolenia może mieć jednak tylko ten pierwszy, w końcu to dzięki jego poczynaniom Wisła odniosła cenne zwycięstwo w niedzielny wieczór.

Autor: Mateusz Niedźwiedzki

Aktualności

Pokaż więcej