Derby bez koszmarnego okrzyku "Uwaga – łapanka!". Sędziował dziadek miejskiego radnego

Stary stadion Wisły fot. historiawisly.pl

Kilkunastotysięczny chór kibiców i piłkarzy odśpiewał "Jeszcze Polska nie zginęła", a potem na zaśnieżone boisko rzucono piłkę. 10 dni po oswobodzeniu Krakowa, 28 stycznia 1945 roku Wisła i Cracovia rozegrały pierwszy po 5,5 roku okupacji Niemców mecz w wolnej Polsce.

Sport towarzyszył ludzkości w najmroczniejszych czasach. Piłka nożna była jedyną przyjemnością w obozie Auchwitz-Birkenau, gdzie pierwszy mecz rozegrano między polskimi i niemieckimi więźniami. Początkowo spotkania odbywały się na placu apelowym, a potem na boisku. Bardzo dobrze jego powstanie opisał Tadeusz Borowski w opowiadaniu "Ludzie, którzy szli".



Futbol czasem pozwalał uniknąć śmierci. Andrzej Krajewski na łamach "Polityki" przytoczył historię Williama Schicka, który jako jedyny podniósł rękę, gdy esesman zapytał, kto potrafi kopać piłkę. Jego koledzy trafili do komory gazowej, a on na boisko. W relacji nagranej po wojnie dla Holocaust Center Schick mówił: „Po wygranym meczu dawano każdemu z członków drużyny po sześciocalowym kawałku salami. Nie mogliśmy jednak być zachłanni. Trzeba było uważać, bo w przypadku zjedzenia wszystkiego za jednym razem można było nawet umrzeć”.

Okupacyjne granie

W okupowanym Krakowie również kwitło piłkarskie życie. Niemcy oficjalnie zabraniali rozgrywek, ale nie interweniowali, gdy tłumy kibiców przypatrywały się spotkaniam na Błoniach i boiskach Olszy czy Garbarni. W książce Stanisława Chemicza "Piłka nożna w okupowanym Krakowie", która opisuje tamte czasy, znajduje się zdjęcie, na którym wśród publiczności można zauważyć niemieckich żołnierzy.

Organizatorem Okupacyjnych Mistrzostw Krakowa był działacz Juvenii Aleksander Wodka. Pomagał mu między innymi Stanisław Jasionka, kibic Wisły. Był dziadkiem Adama Kality, radnego miejskiego.

– Dziadek był także sędzią, a potem kwalifikatorem, czyli oceniał, czy inni dają sobie radę na wskazanym poziomie. Prowadził też pierwsze powojenne derby, które Wisła wygrała 2:0 – mówi radny klubu Prawa i Sprawiedliwości.

Bez "Nur für Deutsche"

Był 28 stycznia 1945 roku. Mroźna niedziela, minus 15 stopni Celsjusza, na boisku gruba warstwa śniegu. Na stary stadion Wisły przy al. 3 Maja ciągnęły tłumy.

– Mieszkałem na starej Olszy. Nie kursowały tramwaje i autobusy. Szedłem więc piechotą. Wisła wygrała 2:0. Ale wynik tego dnia nie był oczywiście najważniejszy. Dla nas najważniejszą rzeczą było to, że ze stadionu zniknął napis "Nur für Deutsche". Wisła znów była na swoim obiekcie. To było bardzo duże wydarzenie i przeżycie dla wszystkich – wspominał w "Gazecie Krakowskiej" Ludwik Miętta-Mikołajewicz, wtedy jeden z młodych kibiców, późniejszy prezes Białej Gwiazdy.

Wcześniej na boisko wybiegły jedenastki Juvenii i Zwierzynieckiego (2:2). W głównym punkcie programu grano dwa razy po 30 minut. Najpierw samobója strzelił Kazimierz Filo z Cracovii, a pod koniec spotkania wynik podwyższył Władysław Giergiel. Wisła założyła tradycyjne stroje z białą gwiazdą, a Cracovia niebieskie, bo jej biało-czerwone komplety zaginęły podczas okupacji.

Tadeusz Parpan, pomocnik Pasów, mówił w Echu Krakowa: – Patrzę na kolegów. Na ich twarzach maluje się ogromne wzruszenie. Spoglądam na trybunę. Ludzie całują się, płaczą z radości, że słyszą dźwięk polskiego hymnu, że za chwilę będą oglądać mecz bez strachu, iż za chwilę rozlegnie się koszmarny okrzyk: Uwaga – łapanka!

Kto wygra kolejne derby Krakowa?

  • 36,8%
  • 4,9%
  • 58,3%

Aktualności

Pokaż więcej