Franciszek Smuda: Adrenalina utrzymuje mnie przy życiu [Rozmowa]

fot. Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl

W środę trener Wieczystej Kraków obchodził 74. urodziny, a trzy dni później jego zespół praktycznie przypieczętował awans do III ligi, pokonując w pierwszym meczu rezerwy Bruk-Bet Termaliki Nieciecza 4:0. – Trzeba grać do końca i żądać od zespołu jak najwyższego zwycięstwa – mówi Franciszek Smuda.

Przed meczem założyliście sobie grę na Jankowskiego? W jego stronę szło wiele dośrodkowań, aż cztery akcje skończyły się golem.

Franciszek Smuda: Całą wiosnę gramy w podobnym składzie, mamy wypracowany styl. Staramy się wykorzystywaźć Jankowskiego, ponieważ bardzo dobrze gra głową. Prezentowaliśmy ofensywną piłkę, którą zawsze preferowałem. To podoba się kibicom.

Czy trener z takim doświadczeniem stresował się przed pierwszym gwizdkiem?

Było trochę adrenaliny, bo to jednak są baraże: jeden wchodzi, a drugi odpada. Zdenerwowanie i adrenalina pojawiają się bez względu na poziom rozgrywek. To dobrze robi, bo utrzymuje mnie przy życiu.

Przez większość czasu gry było to spotkanie to jednej bramki, ale rywal kilka razy potrafił wyjść i zagrozić waszej bramce.

Była jedna sytuacja, gdy nasz bramkarz obronił. Najgorsze w zespołach jest to, a przeżyłem do także w ekstraklasie, że prowadzi dwoma, trzema albo czterema bramkami i wkrada się rozluźnienie, myślenie, że wszystko już „pozamiatane”. Trzeba grać do końca i żądać od drużyny jak najwyższego zwycięstwa, nie zadowalać się 3:0, 4:0.

Rewanż w Niecieczy wydaje się formalnością.

Jesteśmy na półmetku i trzeba się dobrze przygotować, być skoncentrowanym, by utrzymać wynik. Zaliczka jest solidna, ale nawet w Lidze Mistrzów widziałem, jak PSG wysoko ograło Barcelonę, a po rewanżu odpadło [w pierwszym meczu było 4:0 dla Francuzów, w rewanżu Hiszpanie wygrali 6:1 – przyp. red.].

comments powered by Disqus