W grze Wisły coś drgnęło. Gol napastnika po 188 dniach

fot. Wisła Kraków
Biała Gwiazda zasłużenie zremisowała na wyjeździe z Lechią Gdańsk 1:1. Podopieczni Jerzego Brzęczka rozegrali najlepsze spotkanie w tym roku.

Piątkowa konferencja trenera Wisły odbyła się zdalnie, ponieważ po meczu Pucharu Polski w Grudziądzu drużyna nie wracała do Krakowa i w miejscowości Tleń przygotowywała się do rywalizacji w Gdańsku. Jerzy Brzęczek na koniec długiej, trwającej ponad 27 minut rozmowy z dziennikarzami, wstając od stołu, powiedział: – Jeszcze nie zginęliśmy. Walczymy!

Choć po zmianie szkoleniowca krakowianie wciąż nie wygrali meczu, Brzęczek podkreślał – także po blamażu z Olimpią – że widzi pewne postępy. I teraz kluczowe jest, by założenia wypracowane w czasie treningów przenieś na mecz. Nie ma co ukrywać żeWisła jechała do Gdańska na pożarcie, ale na szczęście sport jest nieprzewidywalny i tym razem, w pełni zasłużenie, zdobyła punkt.

Będą tacy, którzy napiszą, że krakowska ekipa, strzelając wyrównującego gol w 89. minucie, uratowała się w ostatniej chwili. Jednak fakt jest również taki, że na pewno zrobiła wiele, by szczęście się do niej uśmiechnęło. To krakowianie oddali więcej – sześć, przy trzech gospodarzy – celnych strzałów. I gdyby mieli lepszego napastnika, a Duszan Kuciak nie błyszczał między słupkami, mogli zaliczyć więcej bramek.

Promyczek nadziei

Luis Fernandez cieszył się z pierwszego trafienia dla Wisły po podaniu wystawionego na prawym skrzydle nominalnego obrońcy Konrada Gruszkowskiego. Choć Hiszpan nie jest klasyczną „dziewiątką”, był sprowadzany jako napastnik, więc ogłaszamy: to pierwszy gol napastnika Wisły od 188 dni!

Brzęczek zapowiadał, że mecz w Gdańsku będzie sprawdzianem dla piłkarzy po kompromitacji w Pucharze Polski i podsumowaniem pierwszego etapu jego pracy. Remis z Lechią nie zmienia wiele w tabeli, ale jest małym promykiem nadziei na skuteczną walkę o utrzymanie i sygnałem, że nie trzeba dokonywać cudów, by zabierać punkty najlepszym w tej lidze. Wystarczy poprawnie wykonywać zadania zawodowego piłkarza.

– Od początku dobrze broniliśmy, ale popełniliśmy jeden błąd, przez co dostaliśmy bramkę. W drugiej połowie poprawiliśmy grę. Mam nadzieję, że w kolejnych spotkaniach pójdzie nam jeszcze lepiej. Nie mamy dużo czasu na poprawę, ale pojawiły się już lepsze rzeczy. Trzeba ich jednak pokazać jeszcze więcej – powiedział przed kamerą Canal+ Sport obrońca Michal Frydrych.

Czechowi została zaliczona samobójcza bramka na 1:0 dla Lechii. Piłka po rykoszecie trafiła w polu karnym do Łukasza Zwolińskiego, który zagrał obok wybiegającego Mikołaja Biegańskiego. Frydrych wykonał wślizg rozpaczy, ale nie dał rady uratować sytuacji.

Lechia Gdańsk – Wisła Kraków 1:1 (1:0)

Bramki: Frydrych (36., samobójcza) – Fernandez (89.).

Lechia: Kuciak – Ceesay, Nalepa, Maloca, Pietrzak – Kubicki (90. Kryeziu) – Durmus, Kałuziński (60. Neugebauer), Terrazzino (60. Gajos), Conrado (60. Clemens) – Zwoliński (76. Paixao).

Wisła: Biegański– Szot (61. Manu), Colley, Frydrych, Hanousek – Poletanović, Fazlagić – Gruszkowski, Savić (78. Starzyński), Hugi (46. Fernandez) – Odraszek (90. Sadlok).

Żółte kartki: Maloca, Kubicki, Ceesay – Colley.

Sędziował Paweł Raczkowski (Warszawa).

 

comments powered by Disqus