Wisła w końcu zwycięska w lidze. Po dwóch golach Luisa Fernandeza przerwała dwie serie

Luis Fernandez strzelił już dziesięć goli. W dwóch ostatnich meczach cztery razy pokonał bramkarzy rywali fot. Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl
Zaczęło się źle, od prowadzenia Zagłębia Sosnowiec. W końcówce było nerwowo, ale w końcu skończyło trzema punktami dla Wisły. Krakowianie wygrali na wyjeździe 2:1, to ich pierwszy komplet punktów od 20 sierpnia.
Wiślacy rzerwali serię ośmiu ligowych meczów bez zwycięstwa. Wynik 1:2 oznacza także, że gospodarze przegrali przed własną publicznością dopiero po raz drugi w tym sezonie. Wcześniej na Stadionie Ludowym świętował tylko Chrobry Głogów (21 sierpnia).

W końcówce kibice obu zespołów przeżywali ogromne emocje. Jedni mogli strzelić trzeciego gola i postawić kropkę nad "i", drudzy robili wszystko, by wyrównać. Podopieczni Radosława Sobolewskiego znów mogli stracić gola i prowadzenie w samej końcówce, ale tym razem w końcu sprzyjało im szczęście. Być może to zwycięstwo, pierwsze pod wodzą "Sobola", doda im więcej pewności siebie. 

Sobolewski chciał, by w Sosnowcu drużyna przez 90 minut prezentowała się tak dobrze jak w drugiej połowie przeciwko Podbeskidziu Bielsko-Biała. Niestety początek znów nie był dobry. W 13. minucie gospodarze wyprowadzili niezbyt szybką, ale skuteczną kontrę. W decydującej fazie Ivan Jelić Balta na piętnastym metrze dał się nabrać na balans ciała Szymona Pawłowskiego, który świetnie kopnął piłkę i nie dał szans Kamilowi Brodzie.

– Ta bramka nas podniosła. Zanim padła, byliśmy uśpieni, delikatnie bojaźliwi. Po niej ruszyliśmy do przodu – oceniał przed kamerami Polsatu szczęśliwy prawy obrońca Wisły Dawid Szot.

Dobry czas Fernandeza

Po objęciu prowadzenia Zagłębie jeszcze chwilę miało przewagę, ale powoli inicjatywę zaczęli przejmować przyjezdni. Wisła nie wykorzystała dwóch sytuacji – Angela Rodado i Szota – ale w końcu trafił Luis Fernandez, który w ostatnim czasie jest motorem napędowym zespołu. W piątek w drugim meczu z rzędu ustrzelił dublet i ma już na koncie dziesięć goli.

Jak padały bramki? Kilka minut przed przerwą piłkę na połowie boiska odebrał Jelić Balta, a asystę zaliczył Bartosz Jaroch. Podanie skierował do Fernandeza, który przyjął piłkę przed polem karnym, potem ruszył do przodu, położył przeciwnika na murawie i uderzył przy słupku. Na początku drugiej części gry zawodnik z numerem dziewięć na koszulce ze spokojem wykończył dwójkową akcję z Rodado.

REKLAMA
REKLAMA


Gdy sędzia Patryk Gryckiewicz zagwizdał po raz ostatni, Sobolewski z radości zdjął z głowy ulubioną czapkę z daszkiem i rzucił ją na ziemię. Potem odwrócił się w stronę ławki rezerwowych i wyściskał się ze swoimi współpracownikami i piłkarzami.

– Bardzo długo czekaliśmy na zwycięstwo. Ciężko pracowaliśmy w tym i poprzednich tygodniach. Momentami dobrze to wyglądało we wcześniejszych meczach i szkoda, że nie udało się wygrać wcześniej, ale lepiej późno niż wcale. Musimy to kontynować i zdobywać punkty, bo trochę nam ich brakuje – nie krył Szot, który w tym sezonie nie grał wiele. W Sosnowcu dopiero po raz pierwszy w tym sezonie zaczął mecz w wyjściowym składzie.

Czy Wisła po roku wróci do ekstraklasy?

  • 9,1% (238)
  • 24,9% (655)
  • 6,4% (169)
  • 28% (734)
  • 31,6% (830)


Zagłębie Sosnowiec – Wisła Kraków 1:2 (1:1)

Bramki: Pawłowski (13.) – Fernandez (39., 53.).

Zagłębie: Gliwa – Borowski, Dalić, Bykow (77. Kulawiak), Gojny – Szumilas, Jończy, Masłowski (64. Brydła), Pawłowski, Banaszewski (64. Klupś) – Sobczak (78. Fabry).

Wisła: Broda – Szot, Skrobański, Colley, Jaroch – Talar (69. Młyński), Basha (85. Duda), Jelić Balta, Hugi (85. Żyro) – Fernandez (90. Wachowiak), Rodado.

Żółte kartki: Bykow, Bryła – Szot.

Sędziował Patryk Gryckiewicz (Toruń).