Cracovia. Jedna dobra i dwie złe wiadomości. „Byłem pod wrażeniem”

fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Kamil Glik ma wrócić do miesiąca, Kacper Śmiglewski musi już myśleć o kolejnym sezonie. A Mathias Hebo Rasmussen? – Trudno mi na ten temat mówić – rozkłada ręce Jacek Zieliński, trener Cracovii.

Po obozie w Turcji krakowianie zmagają się z dwoma nowymi problemami zdrowotnymi. W przypadku 36-letniego Kamila Glika i o 17 lat młodszego Kacpra Śmiglewskiego do urazów kolana doszło bez kontaktu z przeciwnikiem. Obrońca po prostu ofiarnie chciał zablokować strzał w meczu sparingowym, a napastnik ucierpiał w czasie treningów, wykonując niepotrzebny wślizg. Ich sytuacja jest różna, bo Śmiglewski musiał się położyć na stole operacyjnym.

Kontuzja Kamila Glika. Kiedy wróci na boisko?

– Po pierwszych dniach treningów byłem pod wrażeniem dyspozycji Kamila. Wyglądało to optymistycznie i w takiej formie na wiosnę byłby wiodącym zawodnikiem. Mocno pracuje i za trzy-cztery tygodnie powinien być gotowy do gry – przewiduje szkoleniowiec Pasów. – Uraz Śmiglewskiego jest poważniejszy, tę rundę ma już z głowy. Kontuzje przychodzą w najmniej spodziewanym momencie i musimy sobie z tym poradzić – przyznaje.

Dobrych wiadomości nie ma niestety w sprawie środkowego pomocnika Mathiasa Hebo Rasmussena. Duńczyk nie gra od października 2022 roku i nadal nie wiadomo, kiedy wróci do treningów. Zieliński już wielokrotnie musiał odpowiadać na pytanie, kiedy mogą się zakończyć problemy piłkarza ze ścięgnem Achillesa. – Rehabilitacja nie przynosi wielkich postępów. Nie wiem, czy wróci do treningów za trzy, sześć czy dziewięć tygodni. Trudno mi na ten temat mówić – nie ukrywa bezradności. 

Cracovia chce przeprowadzić jeszcze dwa transfery

Uraz Glika przyspieszył poszukiwania środkowego obrońcy i w ubiegłym tygodniu pod Wawel został wypożyczony Eneo Bitri. Od początku przygotowań z Cracovią jest pomocnik Patryk Sokołowski. Zieliński liczy, że obaj będą wzmocnieniem i dzięki ich przyjściu zwiększy się jego pole manewru. – Patryk sam musi się wykreować na lidera. Dobrze wygląda, nie widać w jego poczynaniach półrocznej przerwy. Zawodnik doświadczony w grze o znacznie wyższe cele, niż obecnie ma Cracovia był nam potrzebny – podkreśla trener 13. drużyny ekstraklasy.

Liczy też, że do końca okna transferowego (27 lutego) w zespole pojawią się jeszcze dwie nowe twarze. W orbicie zainteresowań krakowian ma być m.in. Albańczyk Nazmi Gripshi. – Nie mówię o pozycjach, bo życie pokazuje, że piłkarz, z którym jesteśmy dogadani, nagle odnajduje się w innym klubie – wyjawia. Celem na rundę wiosenną jest jak najszybsze oddalenie się od miejsc spadkowych i próba poprawienia pozycji z ubiegłego sezonu. Oznaczałoby to walkę o szóstą lokatę, do której Cracovia traci dziewięć punktów.

Czas zmian w Cracovii. Jak reaguje zespół?

Zieliński jest po rozmowach z nowym prezesem, którego wcześniej nie znał. Jeszcze w czasie obozu w Turcji przekazał Mateuszowi Dróżdżowi swoje zdanie na temat przyszłości piłkarzy, którym latem kończą się umowy. W tym gronie są m.in. Otar Kakabadze i Takuto Oshima. – Liczę, że moja opinia zostanie uwzględniona. Nasza współpraca wygląda bardzo dobrze, nie ma żadnych problemów. Zobaczymy, jak to się przełoży na ligę – komentuje.

Dziękuje też Stefanowi Majewskiemu, który we wtorek przestał być wiceprezesem i dyrektorem sportowym. – Naprawdę bardzo dobrze się współpracowało przez dwa lata i trzy miesiące, mogę o tym czasie mówić w samych superlatywach. Znaliśmy się wcześniej, więc było nam łatwiej. Bardzo dobrze wspominam jego pracowitość, zaangażowanie dla klubu. Miał umiejętność wyławiania zawodników, dobrze ich oceniał – uważa.

Od kilku miesięcy w Cracovii wiele się dzieje. Duże zmiany zapoczątkowała choroba, a potem śmierć prof. Janusza Filipiaka, który przez 20 lat był właścicielem i prezesem klubu. – Było trochę zamieszania, ale nie mieliśmy na to wpływu. Zmiana prezesa była planowana, bo pani Elżbieta Filipiak mówiła, że może pełnić funkcję do 6 lutego. Teraz doszło do zmiany dyrektora sportowego. Żeby w klubie było lepiej, musimy się skupić na swoich sprawach. Nad niektórymi aspektami mocniej się zastanawiamy, ale mam nadzieję, że nie przełoży się to [negatywnie] na postawę drużyny – kończy Zieliński.