Wisła wygrała przegrany mecz. Jak Sobolewski natchnął swoich piłkarzy?

Długa przerwa w grze i kibice domagający się zmiany trenera. A potem dwie szybkie bramki Wisły Kraków, które zmieniły oblicze meczu w doliczonym czasie gry. Radosław Sobolewski zdradził, co powiedział swojej drużynie, że ta błyskawicznie wzięła się w garść, kiedy przegrywała 1:2.

To były kluczowe minuty i szalona końcówka. Na trybunach kibice Wisły z sektora C fetowali 20-lecie najzagorzalszych grup kibicowskich, ale towarzyszyła im złość i kolejny raz domagali się dymisji trenera. W niebo strzelali fajerwerkami, które dwukrotnie doprowadziły do przerwania meczu.

Kiedy sędzia nakazał piłkarzom zejść z boiska, Sobolewski wykorzystał ten czas, bo po nim Wisła odżyła i odwróciła losy meczu z GKS-em Katowice (3:2).

Sobolewski: Atmosfera była fantastyczna

Trener Wisły nie chciał mówić, czy to był kluczowy moment, który przesądził o zwycięstwie, i czy jego drużyna potrzebowała tej przerwy. – Skupiam się tylko na sportowych sprawach. Kiedy w meczu mamy chwilę oddechu, staram się przekazać zawodnikom jak najwięcej energii, ale też podpowiedzi, aby nasza gra była lepsza – przyznał.

Nie ukrywał jednak, że atmosfera była fantastyczna. – To było czuć – podkreślił. Opiekun Białej Gwiazdy zdradził, w jaki sposób zmotywował zespół do walki w końcówce. Wojciech Myć dołożył do podstawowego czasu aż 11 minut.

– Powiedziałem, aby nie tracili wiary w siebie i walczyli do samego końca. Najważniejsze jest to, że to oni są na boisku, że sami decydują o swoim losie, o tym, co się wydarzy. Chciałem natchnąć zawodników wiarą, ale były też podpowiedzi taktyczne. Chodziło o grę bezpośrednią z rywalem, to przyniosło efekt – uchylił tajemnicy Sobolewski.

Alan Urga nie uważał, aby ta przerwa miała wpływ na losy rywalizacji. - To nie jest jakiś trudny moment, kiedy nie idzie, a przeciwnik naciera i ciężko się wybronić. Może w takiej sytuacji mogło to coś zmienić, ale nie sądzę, że w tym meczu tak było – przyznawał po końcowym gwizdku.

Strach zajrzał Wiśle w oczy

Biała Gwiazda znów zaserwowała emocjonalny rollercoaster. Szybko prowadziła, aby po około godzinie gry stracić dwa gole i drżeć o wynik, bo porażka była blisko. Wyrównujący gol padł po kiksie Urygi, który do tej pory grał solidnie.

–  Każdemu przytrafiają się błędy. Najważniejsze, że ma wokół siebie kolegów, przyjaciół, którzy chcą mu pomóc w trudnych momentach – przyznał Sobolewski. Dodał, że w takim momencie pewność siebie nie jest na wysokim poziomie i cieszył się, że kapitan Wisły to udźwignął. Nie załamał się, bo potem uratował Wisłę, wybijając piłkę z linii bramkowej.

– Popełniliśmy trochę błędów: i w ustawieniu, i indywidualnych. Najważniejszy był jednak wynik – podkreślał Sobolewski, dodając, że jego piłkarze zacięcie walczyli, aby zdobyć w tym meczu punkty.

Zmiana Goku

Biała Gwiazda radzi sobie bez najlepszego strzelca Angela Rodado, którego w ataku zastąpił Szymon Sobczak. Z GKS-em Katowice zanotował dwie asysty. Gole w końcówce, które dały punkty, zdobyli rezerwowi Patryk Gogół i Angel Baena.

Wiślacy muszą na swoich liderów chuchać i dmuchać, bo w tym roku czekają ich jeszcze cztery mecze, w tym rywalizacja w 1/8 finału Pucharu Polski. Stąd zmiana Goku, który dał Wiśle prowadzenie w 3. minucie meczu.

–  Goku zgłosił w przerwie, że poczuł ból mięśnia dwugłowego. Chciał spróbować dograć do końca, ale ja nie chciałem ryzykować – przyznał Sobolewski.

Trener GKS-u: Jak mniej się powie, tym lepiej

O straconej szansie mówili goście, którzy mieli ten mecz pod swoją kontrolą. – Wydawało się, że powinniśmy wyjeżdżać stąd z punktami – ubolewał szkoleniowiec GKS-u Rafał Górak. Przyznał, że jego drużyna źle weszła w mecz i pogubiła się w końcówce. – Pozostały czas to dużo dobrej gry mojego zespołu. Mieliśmy też okazję, aby ten mecz zamknąć – uważał.

– Czasem gdy mniej się powie, tym lepiej. Towarzyszy nam ogromny żal i niedosyt. Musimy uderzyć się w pierś, bo to nasza wina, że przegraliśmy, nikt za nas tego nie zrobił – dodawał.

Aktualności

Pokaż więcej